Turbo balony, czyli o gumach do żucia, które dla wielu są miłym wspomnieniem z dzieciństwa.

Lata 80-te i 90-te minionego wieku na trwałe zapisały się na kartach historii motoryzacji. W jednym z wcześniejszych felietonów pisałem m.in. o cyfrowych kokpitach (https://autonowa.pl/disco-cyfrowe-kokpity-lat-80-tych/), w innym wpisie zahaczyłem o te dwie dekady przy okazji wspominania  lamp typu pop-up (https://autonowa.pl/w-holdzie-lampom-typu-pop-up/), a teraz nadeszła pora na nieco inne wspomnienia. Mam na myśli tzw. “turbówki” z bardzo popularnej pod koniec lat 80-tych i początku 90-tych gumy Turbo produkowanej przez turecką firmę Kent (nie mylić z pastą polerską Turbo czeskiej produkcji).

Obrazki z samochodami, motocyklami i innymi środkami transportu z gum Turbo były niczym wejście w inny świat. Super bryki działały na wyobraźnię i jednocześnie determinowały do zebrania całej serii. Posiadając pełną kolekcję można było awansować w hierarchii osiedlowej, a to z kolei oznaczało prestiż, tym bardziej, że zdobycie gum Turbo oznaczało najczęściej wycieczkę do Pewex’u. Jedni traktowali obrazki jak świętość i swoje kolekcje trzymali w klaserach na znaczki. Inni upychali dumnie swoje kieszenie zwiniętymi w rulonik papierkami z wizerunkami pojazdów i okazywali rówieśnikom przy każdej nadarzającej się okazji. Były też pełnoprawnym środkiem płatniczym pod osiedlowymi trzepakami oraz stanowiły źródło transakcji wymiennych. 

 

Samo kolekcjonowanie to jedno, aczkolwiek zabawa zaczynała się w momencie uzbierania kilku takich samych obrazków. Wśród ówczesnej dziatwy oraz młodzieży rozkwitł swego rodzaju wewnętrzny rynek rządzący się prostą zasadą wymiany jednego obrazka posiadanego np. w liczbie kilku sztuk, na inny, którego w swojej kolekcji próżno było szukać. Ten rodzaj obrotu dobrami doczesnymi wydawał się nie mieć końca, gdyż producent gumy Turbo, turecka firma KENT, z każdym nowy rokiem wypuszczała na rynek, kolejną partię gum, z nową kolekcją samochodów, motorów, skuterów, a nawet rowerów. Systematyka kolekcji gumy Turbo wyglądała następująco: Seria gum Turbo (w sprzedaży w Polsce od 1989-1992). Seria Turbo Classic (w sprzedaży w Polsce w latach 1997-1998). Seria Turbo Sport (w sprzedaży w Polsce od 1998 do 2007). Seria Turbo Super (2003-2007). Początkowo obrazki były prostokątne, a od 2003 roku ze względu na mniejsze wymiary gum, wprowadzono obrazki kwadratowe. Wydawane też były obrazki Turbo jako naklejki. Oprócz serii Classic, wszystkie pozostałe kolekcje posiadały opis zaledwie kilku najważniejszych parametrów prezentowanego pojazdu, ale oczywiście najbardziej liczyła się informacja o maksymalnej prędkości. Dzieciaki zbierały “turbówki”, z których z kolei ich ojcowie uczyli się zachodniej motoryzacji, wciąż jeszcze dla nich nie do końca osiągalnej. Nowe pokolenie urodzone najczęściej jeszcze przed upadkiem Związku Radzieckiego, poszukiwało własnego, ciekawego hobby. Kolorowe obrazki z wizerunkami nowoczesnych, niewidywanych na polskich ulicach aut, były alternatywą dla kolekcjonowania kapsli, znaczków, puszek, czy monet. 

Guma Turbo swoją popularność zawdzięczała stosunkowo niskiej cenie. W charakterystycznej obwolucie, oprócz prostokątnej, karbowanej gumy (w kształcie śladu odciśniętej opony), znajdował się oczywiście zwinięty papierek z wizerunkiem pojazdu.

Po kilku latach szał jednak minął. Co było tego przyczyną? Czyżby młodzież przestała interesować się zagraniczną motoryzacją? Na spadek sprzedaży popularnej gumy w drugiej połowie lat 90-tych, wpływ miała częściowo pewna plotka. Według niej żucie gumy Turbo powodować miało raka. Kancerogenności Turbo nie potwierdziły żadne badania. Plotkę przekazywano pocztą pantoflową, z ust do ust i jak to zwykle bywa, dodając do niej coraz to nowe, urozmaicone opisy działania oraz fikcyjne przykłady zachorowań. Dlaczego akurat padło na raka? Nowotwory były częstym tematem zbiorowej paniki lat 90.

Prawdopodobnie głównym sprawcą tej histerii był fałszywy „wykaz z Villejuif” który powstał w drugiej połowie lat 70. spisany ręką nieznanego autora. Powoływał się on na niby przeprowadzone badania we Francji, które udowodniły, że dodatki do żywności oznaczone literą E są niebezpieczne dla zdrowia. Na liście znalazło się siedemnaście substancji, które miały być rakotwórcze. Pozostałe dwadzieścia siedem było „mocno podejrzane”. Lista oczywiście błyskawicznie rozprzestrzeniła się po całej Europie, a ponieważ jednym ze składników gum Turbo był kwas cytrynowy oznaczony jako E330 na stworzenie plotki nie trzeba było długo czekać. Guma Turbo, podobnie jak zresztą wiele innych dostępnych na ówczesnym rynku produktów zawierała spore ilości tego kwasu. To wystarczyło, aby przykleić produktowi niechlubną łatkę. Mało kto zastanawiał się nad tym, że de facto kwas cytrynowy spożywany jest na co dzień chociażby w postaci owoców. Plotka jednakże nie była jedyną przyczyną upadku legendy.

Z socjologicznego punktu widzenia, nagły, szybki spadek popularności każdego obiektu społecznej fascynacji jest czymś zupełnie naturalnym. ,,Turbówki” miały swoje kilka lat na kolekcjonerskim piedestale, po czym musiały ustąpić miejsca innym, należącym do następnego pokolenia nowym ikonom, ale…

Legenda Turbo wciąż żywa

Najwierniejsi fani samochodowych obrazków nigdy nie porzucili swojego zamiłowania do obrazków z gum Turbo. W internecie istnieją fora, na których kolekcjonerzy chwalą się swoimi zbiorami. Najbardziej wartościowe są oczywiście egzemplarze z pierwszych lat produkcji, czyli seria ,,Turbo” 1-50. Zdecydowanie mniejszą popularnością cieszą się obrazki najmłodsze – z gum produkowanych po roku 2000. Ten, kto posiadał niegdyś sporą kolekcję i w latach emocjonalnego dojrzewania, wyrzucił ją do śmieci, może dziś tylko żałować. Najbardziej unikatowe obrazki z Turbo kosztują dziś nawet kilkadziesiąt złotych. Współczesnych serii gum Turbo nie ma dzisiaj w sklepach, chociaż czasem można znaleźć informacje, że ktoś z naszych rodaków zna sklep w którym są one dostępne. Pasjonaci kupują je na amerykańskich aukcjach, gdzie jednak trzeba uważać na chińskie podróbki. Symbol lat 90. staje się coraz bardziej unikatowy, a co za tym idzie również wiele wart. Wydaje mi się, że prawdziwi fani nie sprzedają swoich kolekcji. Twierdzą, że sprzedać Turbo to tak, jakby sprzedać własne dzieciństwo i sporo w tym mają racji. 

Systematyka i numeracja

  • Turbo
    • 1-50 – pierwsza seria obrazków (bez oficjalnej sprzedaży w Polsce, dostępna w Turcji, Bułgarii i krajach ościennych)
    • 51-120 (w sprzedaży w Polsce w latach 1989-1991)
    • 121-190 (w sprzedaży w Polsce w latach 1991-1992)
    • 191-260
    • 261-330 – seria ta wystąpiła w dwóch wersjach (z grubą i cienką ramką)
  • Turbo Super
    • 331-400
    • 401-470
    • 471-540
    • 2003: 001-099 (w sprzedaży w Polsce w latach 2003-2007)
    • 2003 RUS: 001-099 (w sprzedaży w Rosji, rosyjskie napisy)
    • 2007: 101-154 – seria ta wystąpiła w dwóch wersjach (z napisem “Super” oraz bez tego napisu) (w sprzedaży w Polsce od połowy 2007)
  • Turbo Sport
    • 1-70 – seria ta wystąpiła w dwóch wersjach (z niebieską oraz z fioletową ramką) (w sprzedaży w Polsce w latach 1998-1999)
    • 71-140 (w sprzedaży w Polsce w roku 1999)
    • 141-210 (w sprzedaży w Polsce w latach 1999-2000)
    • 211-280
    • 401-470
    • 471-540
    • 2003: 001-099 (w sprzedaży w Polsce w latach 2003-2007)
    • 2003 RUS: 001-099 (w sprzedaży w Rosji, rosyjskie napisy)
  • Turbo Classic
    • 1-70 – seria ta wystąpiła w dwóch wersjach (z napisem “Classic” oraz bez tego napisu) (w sprzedaży w Polsce w latach 1997-1998)
    • 71-140
  • Turbo 2000
    • 71-140
  • Turbo Progum

2014 1-160 – seria ta wystąpiła w dwóch wersjach (121-160 z napisem PROGUM i bez napisu) (w sprzedaży w Polsce w latach 2014-

2016 121-160 bez napisu PROGUM