Smutek, smuteczek. Auta z depresją.

Były już konkursy piękności, były i brzydoty. Zestawienia aut, które szybko się zestarzały oraz tych z ponadczasową linią. Rankingi niezawodności i awaryjności. Pomyślałem, że może warto również skonfrontować samochody, które swoim wyglądem wyrażają emocje. Tym razem skupię się na tych, którym najwyraźniej jest smutno lecz powody takiego stanu rzeczy nie są oficjalnie znane.

Seat Altea XL

Stał się dla mnie inspiracją do stworzenia tego zestawienia. Jest chyba najczęściej spotykanym i tym samym najbardziej znanym przedstawicielem nurtu lamentu. Wyobraźcie sobie stanie w korku za tym malkontentem. Spoglądania na ten zatroskany tył grozi trwałą motoryzacyjną depresją. Na szczęście jego produkcja od 2015 roku nie jest kontynuowana. I nie mam żalu z tego tytułu.

Alfa Romeo 166

Bez względu na to jakie mamy odczucia względem modelu 166 chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że to majestatycznie wyglądające auto. Szykowna maska, muskularne przetłoczenia na bokach, enigmatyczny tył i małe, wąskie lampy. Przyjemnie się na nią patrzy, no może poza przodem. Z jakiegoś powodu ten sztandarowy model Alfy wygląda z przodu nieco depresyjnie. Jakby była zrezygnowana, mizantropijna, stęskniona. Może to niespełnione marzenie osiągnięcia sukcesu w swojej klasie? Miodem na skołatane serce Alfy był lifting w 2003 roku, kiedy to otrzymała m.in. bardziej uprzejmy przód od modelu 147, 156 i GTV.

Maserati Ghibli

 

Pierwszy i przez wielu fanów marki uważany za jedyny prawdziwy model Ghibli swój przygnębiający wygląd zawdzięczał przednim ruchomym lampom. W momencie ich uruchomienia Maserati automatycznie zmieniała się w psa ze skulonym ogonem. Jakby chciała za coś przepraszać.  Bez względu na swój wygląd od frontu, ten model był jednym z najbardziej rozpoznawalnych i znaczących modeli lat 60-tych. 

Aston Martin DBS Coupé Zagato Centennial

Skoro już obracamy się wokół aut marek luksusowych, to nie sposób ominąć Astona Martina DBS Coupe Centennial sygnowanego przez Zagato. Na 100 rocznicę powstania marki biuro projektowe z Mediolanu przygotowało coupé oparte na DBS’ie oraz wersję kabrio opartą na DB9 Volante w ilości po 1 sztuce. Recepta na światową sławę i unikatowość? Owszem, aczkolwiek z małym “ale” – chodzi o ten mały projektowy szczegół w postaci grilla i lamp, które tworzą ze sobą iście płaczliwy duet. Czyżby Centennial miał ronić łzy z powodu owej setnej rocznicy?

BMW serii 7 (E65)

“Hello, my name is Bangle… Chris Bangle.”

Z pewnością wielu z Was kojarzy to nazwisko. A jeśli nie, to zapraszam do odrobienia zadania domowego wraz z wujkiem Googlem. Tytułem wprowadzenia: to człowiek, którego ludzie uwielbiają nienawidzić. Jednym z jego dzieł będących nieustannie kwestionowanym jest BMW serii 7 oznaczone jako E65. Do tego modelu przylgnęło określenie “Bangle Butt” (Dupa Bangla – przyp.) ze względu na stylizację bagażnika, który sprawia wrażenie jakby był zatrzaśnięty. Jeśli dodamy do tego przednie lampy wyglądające jakby miały wory pod oczami oraz grill przypominający powiększone od kataru nozdrza – to mamy obraz jednego z najsmutniej wyglądającego BMW w historii. 

Casil Motors Edonis

Ten projekt nie powinien się w ogóle narodzić. Samochód zbudowany na resztkach pozostawionych po Bugatti EB110 – stąd może te strumienie łez cieknących z jego przednich lamp. To wymowny znak, że jego projektanci nie poświęcili mu wystarczająco dużo czasu na deskach kreślarskich, a konstruktorzy poszli na łatwiznę.

Buick Skylark (1954)

Skylark z roku 54 opierał się na mniejszym modelu serii 40, aczkolwiek różnił się od niego wyglądem. Ten przód… gdzieś w przyrodzie to już widziałem. Jakieś wodne zwierze, z pewnością niezbyt urodziwe i sympatyczne.

Panhard PL17

A propos wzorowania się na gatunkach zwierząt. Kolejny przedstawiciel rybiej rodziny. Od Citroena DS do tego modelu jest tak daleko, jak do planety Melmac. Oto jego kuzyni:

Tempo Matador

Z pewnością nie jest to ikona niemieckiej motoryzacji, czy też przodownik germańskiej myśli technicznej. Nie jestem przekonany, że Matador odniósłby większy sukces nawet gdyby umiejscowiono jego przednie lampy nieco niżej. Ten pojazd jest kwintesencją żalu.

(P.S. swoją drogą Hiszpanie powinni mieć duży żal do naszych sąsiadów, wręcz domagać się odszkodowania. Czyżby formą zadośćuczynienia była historia Seata? Dobra, po płynę za daleko).

Ford Fiesta MK4

Nawiązując poniekąd do poprzednika: słowo “Fiesta” to synonim radości. To hiszpańskie słowo oznaczające zabawę. I w tym przypadku znowu Hiszpanie dostali pstryczka w nos, gdyż to określenie pasuje do Fiesty MK IV jak siodło do świni. MK IV to przedstawicielka nijakości, nudnego i smutnego wzornictwa. To babcine, zatroskane spojrzenie. Idźmy zatem dalej do naszej rodzimej babci.

FSO Syrena 100

Czyż nie jest urocza z tym swoim surowym i jednocześnie smętnym spojrzeniem?