Ostatnia paróweczka hrabiego Orlena.

Tytułem wstępu: Nie zamierzam podawać liczb i wyników sprzedażowych koncernu Orlen w kwestii sprzedaży street food’u (chociaż w tym przypadku to chyba ‘petrol food’u). Skupię się za to na wydłużonym czasie stania w kolejce aby uregulować należność za wysokoopodatkowane paliwo, opisując pewien epizod, w którym notabene regularnie uczestniczę przy okazji wizyty na stacji koncernu z orłem w logo.

Tło wydarzeń: 4 stanowiska/kasy vs. jedna kolejka, z której wywoływani są kolejno klienci.

Na stanowisku nr.1 wyraźnie nie w sosie pracownica stacji (wyraz “sos” doskonale oddaje charakter tej sceny) bada miernikiem ciepła parówkę po parówce, mieszając w tym samym czasie coś, co chyba docelowo ma być sosem. Jej poczynaniom przygląda się druga osoba z obsługi, z plakietką “Uczę się”- mamy zatem już 2 bohaterki na planie…

Stanowisko nr.2 prezentuje się podobnie: tutaj trwają przygotowania bułek do operacji “ciepły kabanos dla przedstawiciela handlowego” – szukam wzrokiem na sali błękitnych kołnierzyków, czy przypadkiem nie są w drodze na jakiś wyjazd integracyjny w ilości przekraczającej możliwość policzenia ich na palcach obu rąk.

No i SĄ !!! – stoją przy maszynie z kawą i grzebią w pułkach w poszukiwaniu promocji na batony. Przez głowę przechodzi mi myśl: są już po… zatem tym razem dobiję się do kasy szybciej. Tym bardziej, że przede mną stoją dwie panie, żywiołowo dyskutujące ze sobą i jednocześnie dzierżące w dłoniach po jednej butelce wody mineralnej każda z nich. Domniemam, że się znają i nie jest to przelotna “kolejkowa “znajomość przy okazji dzisiejszych zakupów.

Od stanowiska nr.4 odchodzi klient i pierwsza z dam dziarsko przesuwa się do sprzedawcy (druga się póki co przygląda – to ważny moment jak się wkrótce okaże). Celowo nie wspominam jeszcze w tym momencie o stanowisku nr.3, gdyż w tym czasie trwa na nim kwarantanna spowodowana rozlanym sosem z któregoś z orlenowskich rarytasów.

Kobieta podaje butelkę obsłudze stacji i wypowiada te magiczne dwa słowa: hot-dog raz! Mężczyzna zza lady rzuca spojrzenie na stanowisko nr.1 i błagalnym wzrokiem próbuje nawiązać niewerbalny kontakt ze swoją koleżanką, być może licząc na jej stopień zaawansowania w wydawaniu klientom ciepłych parówek. Koleżanka odmownie kiwa głową, na co pan z obsługi reaguje wycieczką do części gastro i zaczyna rytuał wydania zamówionego hot-doga. W tym momencie mamy już 4 osoby z obsługi zaangażowane jednocześnie w parówkowy biznes Orlenu (na stanowisku nr.3 wciąż trwa walka z rozlanym sosem). Mijają kolejne minuty, a kolejka za mną przybiera na sile. Na stanowisku nr.1, 2 oraz 3 bez zmian. Ciszę przerywa pani z “jedynki” zwracając się do panów kawoszy (tak, tych w błękitnych kołnierzykach):

– Te kabanosy miały być w białej bułce?

– Moment, zapytam kolegów – pada z sali odpowiedź, po czym jeden z sączących kawę wybywa na zewnątrz stacji.

– A dla mnie w białej i z ketchupem – odzywa się dama czekająca przy stanowisku nr.4 – wnioskuję, że kieruje swoje słowa do sprzedawcy wcześniej przedstawionego przeze mnie jako Pan “błagalne spojrzenie”. 

Spoglądam z nadzieją na stanowisko nr.3, ale tam do akcji wkracza właśnie mop… 

Tymczasem do środka wraca lider grupy kawowej i od progu rzuca:

– Osiem razy Graham i cztery białe, do tego sosy: dwa razy czosnek, meksykański razy trzy, tysiąc wysp…

– dobra, słysząc słowo “tysiąc” wymiękam i w tym momencie zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji.

Na stanowisko nr.4 powraca jego strażnik, dumnie prezentując zawiniętą w serwetkę bułkę z parówką w środku, którą następnie wręcza pani z plastikową butelką i wówczas okazuje się, że dama kwestionuje zawartość tego zestawu, oświadczając wszem i wobec:

– Ale miało być wege!

Stanowisko obok, czyli nr.3, toczące nierówną walkę z rozlanym sosem reaguje stłuczeniem szklanej butelki, która najwyraźniej wymsknęła się z dłoni osobie z obsługi stacji. Kobieta z plakietką “Uczę się” odwraca wzrok od rusztu i kieruje go na podłogę. Scena jak u Hitchcock’a! Chwila konsternacji, po czym następuje wymiana spojrzeń na linii sprzedawca-pani wege-reszta kolejki i pada pytanie pracownika ze stanowiska nr.4:

– Czy ktoś z Państwa oczekujących w kolejce reflektuje na hot-dog’a NIE wege i z ketchupem? 

Odwracam się i widzę las rąk.

…I wówczas czas się dla mnie zatrzymał, albo nastąpił błąd w Matrixie. Kiedy się ocknąłem kawosze wynosili już na zewnątrz pokłady żarcia dla swoich współtowarzyszy, pan ze stanowiska nr.4 wręczył poprawną parówkę klientce z butelką mineralną w ręce, a na stanowisku nr.3…. cóż na stanowisku nr.3 trwała nadal walka z sosem i stłuczoną butelką.

Stanowisko nr.4 się zwalnia i natychmiast, jak wystrzelona z procy, pojawiła się przy nim druga z pań, którą przedstawiłem na wstępie i która również ściskała kurczowo butelkę wody mineralnej.

– Dla mnie też hot-dog wege w białej bułce z ketchupem… 

NO I PIEKŁO SIĘ ROZSTĄPIŁO. GAME OVER. KURTYNA!!!

A propos de facto post scriptum: