Jeden obiecywał po sto milionów na głowę, drugi milion aut elektrycznych na polskich drogach. Znów mamy Misia na skalę naszych możliwości.

Nie zareagowałem przesadnym optymizmem kiedy w 2016 roku usłyszałem o rządowych planach wprowadzenia na polskie drogi miliona samochodów na prąd. 3 lata później ten sam rząd weryfikuje swoje plany i przyznaje, że jednak nic z tego nie będzie.

Jako Autonowa.pl stronię od polityki i tym samym nie sprawdzam realizacji rządowych obietnic, ale ten wątek jest bezpośrednio związany z dziedziną, której mam nadzieję służę, (bodajże motoryzacji – przyp. autor), a że dodatkowo dotyka sfery elektromobilności (do której nadal, na dzień 26 września 2019, mam stosunek ambiwalentny) to nie mogę przejść obojętnie.

Rządowa obietnica zapowiadała przewrót w polskiej branży motoryzacyjnej, aczkolwiek nie zawierała żadnych konkretnych odpowiedzi, jak ma on zostać zrealizowany.

Szydło wyszło z worka (zbieżność użytego terminu celowa), przy okazji opublikowania dokumentu pod nazwą Strategia Zrównoważonego Rozwoju Transportu do 2030 roku , w którym przedstawiono nieco inną wizję i plany, niż obiecywał premier, a mianowicie 600 tysięcy samochodów elektrycznych i hybrydowych. W tych sześciu podkreślonych przeze mnie wyrazach tylko wyraz “samochód” zgadza się z pierwotnym założeniem, gdyż cała reszta została mocno skorygowana.    I tak zamiast 1 miliona, mowa jest o 600 tysiącach, zamiast sformułowania elektrycznych pojawia się stwierdzenie elektrycznych i hybrydowych – zatem prognozowany rząd wielkości to jedno, lecz rzeczą równie interesującą jest połączenie różnych źródeł napędu. Nie wspominając już o tak przecież nieistotnym szczególe jak przesunięcie magicznej daty z roku 2025 na 2030…

Liczba samochodów osobowych od 2022 r. będzie utrzymywała się na poziomie 26 – 27 mln sztuk, ale będą następowały zmiany w strukturze. Nowym zjawiskiem będzie wzrost floty samochodów elektrycznych i hybrydowych, których liczba w roku 2030 może osiągnąć ponad 600 tys. sztuk.- str. 62 SRT2030.

Tylko, że ten nieistotny szczegół może być właśnie krokiem milowym wstecz dla rodzimej gospodarki. Te 5 lat różnicy może przyczynić się do utraty wielu miejsc pracy w przemyśle i wieloletnim kryzysem, wszak program rozwoju elektromobilności miał być siłą napędową polskiej gospodarki.

Ile zatem samochodów elektrycznych ma jeździć po polskich drogach do roku 2030? Przecież przy tak skonstruowanym zapisie do tych magicznych 600 tysięcy zaliczać się również będą hybrydy typu plug-in, które de facto na dłuższych dystansach wykorzystują napęd spalinowy.        

A może to ja źle interpretuje wcześniejsze rządowe obietnice i zapisy SRT2030, a na naszych drogach w 2030 roku będzie poruszać się 1 milion 600 tysięcy zelektryfikowanych pojazdów? Nie było przecież oficjalnego dementi ze strony premiera co do składanych obietnic w 2016 roku, a SRT2030 nijak się ma do ówczesnych założeń i w rzeczywistości należałoby zsumować obie liczby – te obiecywane przez premiera, z tymi wynikającymi z zapisów SRT2030 i wówczas … strach się bać: “Europo, nadchodzimy! Bańka sześćset!”. 

… z tym że ta bańka to jakaś taka mydlana, bo każda z wymienionych w tym artykule liczb jest po prostu nierealna do osiągnięcia. Na dzień dzisiejszy po polskich drogach porusza się niespełna 7 tysięcy pojazdów z napędem elektrycznym lub hybryd typu plug-in. Zapowiadane dopłaty rządowe do zakupu elektryków bardziej wywindują słupki sprzedażowe dealerom, gdyż aby zwiększyć na nie popyt należałoby sypać zdecydowanie więcej srebrników z rządowej kasy, bez kręcenia nosem i wprowadzania kolejnych zapisów z gwiazdką, a przepisy drogowe i dostępna infrastruktura musiałyby zachęcać do przesiadki ze spalinowca na elektryka. 

Tak, tak drodzy Państwo, mamy MISIA, na skalę naszych możliwości.