FCA zapłaci Tesli, by móc przekraczać limit emisji spalin i grać na nosie UE.

Od 2021 roku średnia emisja CO2 wszystkich aut sprzedawanych przez jednego producenta nie będzie mogła być wyższa niż 95 g/km. Dla FCA to problem, ponieważ limit przekracza każdy z ich modeli. Co zatem zamierza włosko-amerykański koncern? Przechytrzyć UE.

„Setki milionów dolarów” zapłacił w kwietniu 2019 roku według dziennika „Financial Times” Fiat Chrysler Automobiles amerykańskiej Tesli za połączenie flot. Dzięki temu Fiat uniknie miliardowych kar za nadmierną emisję CO2. Kwota ta w bieżącym 2020 roku ma wzrosnąć do 1,8 miliarda dolarów. Z czego wynika ten biznesowy sojusz?

Unia Europejska wypowiedziała wojnę emisji CO2 przez samochody. Jednym ze stosowanych narzędzi są drastyczne limity. Obecnie dopuszcza się, by wszystkie auta sprzedawane przez jednego producenta średnio emitowały 130 g tego gazu. Od 2021 roku wartość ta spadnie do zaledwie 95. Kto tego nie spełni będzie płacił karę. 5 euro za pierwszy gram ponad limit, 15 za drugi, 25 za trzeci i 95 za każdy kolejny. Fiat policzył i wyszło im prawie 2 miliardy euro kary i to już na samym początku. 

UE zostawiła jednak furtkę, gdyż producenci mogą łączyć floty swoich samochodów – ci, którzy produkują auta niespełniające norm, mogą kupić kredyty od tych, którzy mają nadwyżki. Z tej możliwości postanowił skorzystać FCA. Koncern ten kupił od Tesli kredyty emisyjne. Tesla produkuje samochody bezemisyjne, zatem posiada pokaźną pulę kredytów, którą może handlować. Niejednokrotnie firma z Palo Alto to robiła, zarabiając w ciągu ostatnich 3 lat 1 mld dolarów.  Innymi słowy zarabiać na produkcji samochodów elektrycznych jest dobrze, ale jeszcze lepiej jest czerpać zyski z tego, że ktoś inny ich właściwie nie wytwarza.

FCA będzie płacić Tesli 150-200 mln euro co kwartał aż do 2023 roku, de facto kupując prawa Tesli do emisji CO2 na rynku europejskim. Na umowie najbardziej skorzysta oczywiście Tesla, bo w ten sposób swoją fabrykę w Niemczech wybuduje właściwie za darmo. Co więcej, taki potężny zastrzyk finansowy dla Tesli sprawił, że niektórzy analitycy już znacznie podwyższyli docelową cenę akcji spółki Elona Muska. 

Producenci robią co mogą, by sprostać szybko zmieniającym się i restrykcyjnym wymaganiom. Stąd mamy prawdziwy wysyp aut hybrydowych i elektrycznych, ale w wielu przypadkach to może po prostu nie wystarczyć. Już dzisiaj mówi się, że od 2021 roku samochody zaczną znacznie drożeć. Carlos Tavares, szef PSA, idzie o krok dalej. Twierdzi, że ta polityka odbije się na europejskim przemyśle motoryzacyjnym, a do 2030 roku pracę ma stracić aż 13 mln osób. Przejście na hybrydy i “elektryki” wiąże się bowiem z zakupem podzespołów z Azji. Zatem Chiny znowu górą!

Ten papierowy mariaż nie oznacza, że włosko-amerykański koncern zrezygnuje z pracy nad bardziej “ekologicznym” napędem. Dla przykładu następca Fiata 500 będzie autem w pełni elektrycznym, Alfa Romeo zapowiada pierwsze hybrydy, również Jeep ma szeroko zakrojone plany w tej materii. Dogadując się z konkurentem FCA tak naprawdę kupuje więc czas, by dopracować swoje rozwiązania. Co nie zmienia faktu, że największym wygranym ograniczeń emisji CO2 w Europie może okazać się nie powietrze, a właśnie Tesla.