Dieselgate made in Poland

Doczekaliśmy się – chciałoby się rzec. 120,6 mln zł kary będzie musiał zapłacić polski oddział koncernu Volkswagen za wprowadzanie w błąd klientów co do poziomu emisji spalin w swoich modelach oraz kierowanie wytycznych do ASO, które pozwalały odrzucać reklamacje właścicieli aut. To rekordowa (jak na polskie warunki) kara nałożona przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów za naruszenie praw konsumentów. Tym samym, choć to marne pocieszenie, przebiliśmy naszych południowych sąsiadów (pisałem o tym tutaj: https://autonowa.pl/dieselgate-okiem-czeskiego-sadu/). Aby skala porównawcza była pełna, podam jeszcze kilka istotnych faktów. W Niemczech samo Audi zapłaciło 800 mln euro, czyli około 3,3 miliarda złotych, a wyrok zapadł w połowie października 2018 r. w Monachium. Było to zaledwie kilka miesięcy po tym, jak niemiecki sąd w Brunszwiku nałożył na Volkswagena karę w wysokości 1,2 miliarda euro, czyli jakieś 40 razy wyższą niż w Polsce. Z kolei w Australii sędzia odrzucił wstępną ugodę między Volkswagenem a reprezentantami poszkodowanych właścicieli opiewającą na kwotę 75 milionów dolarów, argumentując że jest za niska, a twierdzenie jakoby zarząd VW nie wiedział o oszustwie – absurdalne. Po czym nałożył na koncern karę w wysokości 125 mln dolarów. Sięgnęło się także Porsche … 535 mln euro w samych Niemczech. Dla kontrastu, we Włoszech kara była symboliczna i wyniosła 5 mln euro. 

Powyższe kary bledną jednak przy tym, co Volkswagen musiał wyjąć ze swojej kieszeni w kraju Myszki Mickey. W Stanach Zjednoczonych przegrał mianowicie kilka procesów, a łączna kwota zobowiązań (na którą składały się m.in. liczne kary, czy odszkodowania) przewyższyła 22 miliardy dolarów. Gdyby podsumować, ile VW musiał zapłacić za aferę z dieslami, doszlibyśmy mniej więcej do poziomu 48 miliardów euro. Kwota ta jednak nie mogła być dla Volkswagena zbyt dotkliwa, gdyż i tak co roku wykazuje zysk liczony w miliardach euro. Czy wobec tego VW regularnie zagląda do świnki skarbonki, czy może istnieją inne źródła finansowania kar?

Weźmy dla przykładu nasze rodzime podwórko. Volkswagen Polska to przedsiębiorca sprzedający towary i usługi, a klientami bezpośrednimi lub pośrednimi jesteśmy my. Pośrednimi wówczas, kiedy jakaś firma kupuje flotę samochodów z koncernu VW (chociażby skoda, seat, volkswagen, audi), o czym możemy zupełnie nie wiedzieć, a my kupujemy od tej firmy towary lub usługi. I nawet jeśli znajdą się opozycjoniści odrzucający zakup samochodu tego koncernu, to i tak pośrednio zapłacą kupując na przykład ulubione pieczywo dostarczane volkswagenami, czy innymi pojazdami produkowanymi przez koncern z Wolfsburga. Jeśli nawet Volkswagen Polska, karę zapłaci, to stratę w wysokości 120 mln zł będzie musiał sobie jakoś zrekompensować, na przykład podwyższeniem cen. Przy w/w kwocie skrzętnie rozłożonej znaczących podwyżek nie powinniśmy się spodziewać, ale na koniec dnia, może się okazać, że to my de facto będziemy pośrednim płatnikiem. To analogia do nakładania kolejnych podatków na duże firmy, szczególnie supermarkety. Dla nich to żaden problem. Najwyżej będą mieli nieco droższe wędliny, proszki do prania czy napoje. To my płacimy ten podatek, a nie oni. 

A gdy dodamy do tego możliwość ubiegania się przez polskiego konsumenta o odszkodowanie w Sądach i ewentualne wyroki skazujące (przez co zobowiązanie finansowe VW Polska wzrośnie) – będziemy mieli do czynienia z dość ciekawym zjawiskiem, który określiłbym jako cashback & co-financing w jednym (zwrot nakładów przy jednoczesnym pośrednim finansowaniu kary). 

Kto zatem na tej karze zarobi? Z pewnością nie klienci, zatem UOKiK może chwalić się “najwyższą karą w historii”, ale gdzieś tam na samym końcu i tak chodzi o to, że zarobi państwo. Właściwie to nie zarobi, tylko zabierze, a potem część odda, bo przecież trzeba będzie np. wspomóc finansowo osoby, które kupią auta elektryczne. Zaraz, zaraz … a czy to przypadkiem nie Volkswagen ma wkrótce zostać liderem w tym segmencie?

Za co więc ta kara? Jest ona pokłosiem ujawnionej przez media afery dieselgate, czyli w skrócie: koncern Volkswagen stosował w samochodach Volkswagen, Audi, Seat i Skoda produkowanych po 2008 r. oprogramowanie do sterowania silnikiem EA 189 EU 5. W warunkach testowych pozwalało ono zaniżać wartość emisji tlenków azotu. 

Volkswagen Group Polska nie zgadza się z decyzją i wskazuje, że UOKiK ukarał niewłaściwy podmiot: 

Volkswagen Group Polska nie widzi prawnych podstaw dla kary nałożonej przez UOKiK. Prezes UOKiK wszczął postępowanie przeciwko niewłaściwemu podmiotowi, spółka Volkswagen Group Polska jest bowiem jedynie importerem pojazdów i nie miała żadnej wiedzy o problemie emisji tlenków azotu w silnikach typu EA189″. – Tomasz Tonder, dyrektor PR i Corporate Affairs Grupy Volkswagen Polska.

A tak karę argumentuje prezes UOKiK:

Wziąłem pod uwagę to, że praktyka trwała 8 lat – nie było w trakcie postępowania żadnych propozycji ugodowych ze strony spółki. Firma działała na szkodę konsumentów, ponieważ kierowała nieetyczne rekomendacje, aby dealerzy nie uwzględniali zasadnych reklamacji konsumentów. Nieprawdziwe informacje w materiałach reklamowych wywołały dezinformację – odwoływały się do proekologicznej postawy Volkswagena, gdy w rzeczywistości samochody nie były przyjazne środowisku. Manipulowanie emisją spalin to zaprzeczenie ekologiczności – mówi Marek Niechciał.

Chciał, czy nie chciał to faktycznie najwyższa w historii Urzędu sankcja za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Powyższe praktyki zostały wprawdzie zaniechane – spółka nie rozpowszechnia obecnie wprowadzających w błąd informacji i wytycznych – jak jednak zauważa UOKiK, skutki tych praktyk mogą nadal trwać – wiele osób mogło zrezygnować z dochodzenia roszczeń. Poza karą finansową, prezes urzędu nakazał poinformowanie o decyzji wszystkich konsumentów, którzy kupili samochody z grupy Volkswagena z silnikiem EA 189 EU 5. Firma powinna również opublikować decyzję na swoich stronach internetowych.