* TEST * NISSAN ALMERA TINO 1.8 benzyna 114KM 2001 rok – czyli jak Japończycy dopracowali Renault Scenic

W latach 90’ Nissan był postrzegany jako producent trwałych samochodów, lecz ich modele niekoniecznie powalały designem. Może i jeździły przez całe lata (pomimo podatności na rdzę) ale ten wygląd… W swojej historii marka miała chwilę finansowej zadyszki, a że Renault posiadało trochę gotówki w kieszeni, to postanowiło przejąć produkcję japońskich aut. W praktyce mariaż miał i nadal ma dobre i złe strony.

Nissan zyskał nieco na wyglądzie i doczekał się kilku nowych modeli. Prócz Qashqai’a, który de facto odniósł wielki sukces, uwagę mogła również przyciągać Almera Tino. Celowo użyłem słowa “mogła”, gdyż w moim odczuciu miała predyspozycje, aby osiągnąć sukces (i piszę to z pozycji właściciela i kierowcy, któremu Tino towarzyszyła przeszło 8 lat) . Dlaczego więc tak się nie stało? Almera Tino powstała na bazie Renault Scenic, który wówczas cieszył się sporym zainteresowaniem i dominował w klasie kompaktowych minivanów.  Awangardowy design Scenic’a jednak nie wszystkim przypadł do gustu, dzięki czemu stonowana stylistyka Almery Tino mogła uratować sytuację i odzyskać klientów. Problem Nissana polega na tym, że po połączeniu z Renault, jakość oferowanych modeli wyraźnie spadła i poza małymi wyjątkami ta sytuacja trwa do dziś.

Pod maską Tino często montowany był benzynowy silnik 1.8l 114 (w późniejszym czasie produkcji 116KM), którego niestety trapiły problemy. Psuje się czujnik położenia wału korbowego (akcja serwisowa w Nissanie trwała latami i nie jestem pewien, czy de facto nadal nie jest aktualna), a łańcuch nie zawsze cechował się trwałością, gdyż zdarzało mu się rozciągać i hałasować. Poważniejsza usterka jest jednak zupełnie inna i zapowiada się dość niewinnie, a mianowicie jednostka zaczyna zużywać olej silnikowy. Z czasem trzeba go dolewać naprawdę sporo – nawet 1l na każde 1000km. I należy to robić naprawdę często, ponieważ w silniku mieści się mało środka smarnego. Nawet niewielki ubytek skutecznie przybliża ryzyko zatarcia silnika. Jak można to naprawić? Pomoże tylko remont jednostki napędowej. Pierścienie tłokowe bardzo szybko zużywają się i trzeba wymienić je na nowe. W moim egzemplarzu, na którego pokładzie przemierzyłem blisko 100 tysięcy kilometrów, wymieniłem wspomniany czujnik położenia wału korbowego w ramach akcji serwisowej, problem łańcucha na szczęście mnie nie dotknął, ale pod koniec naszej przygody regularnie obserwowałem bagnet olejowy, a tu bywało już różnie. Przy codziennej, delikatnej jeździe silnik nie wykazywał wzmożonego apetytu na olej, natomiast podczas naszej ostatniej wyprawy Tino w strome góry nie obyło się bez sporej dolewki, a po powrocie wymiany oleju. Inną dolegliwością jaka dotknęła mój egzemplarz była awaria przepływomierza (w okolicach 160 tysięcy przebiegu), a przy tej okazji zdecydowałem się wyjść przed szereg i wymienić również sondę lambda. Jeśli dodam wymianę piór wycieraczek, oraz czterokrotnie wymieniane żarówki lamp przednich przez cały okres naszej wspólnej przygody, to uzyskam pełną “listę serwisową” Almery Tino. Dla przypomnienia, przebyliśmy razem blisko 100 tysięcy bezstresowych kilometrów na przestrzeni 8 lat. Nie robiłem przez ten czas nic z korozją, nie miałem żadnej przygody blacharsko-lakierniczej, natomiast w ostatnim okresie użytkowania obecność rdzy ( zarówno punktowa, jak i na elementach podwozia) przybierała na mocy.

Diesle też nie są nieśmiertelne. Dość powszechne są awarie pompy wtryskowej oraz wtryskiwaczy. Te ostatnie są po prostu wrażliwe na jakość paliwa. Warto przeglądać zawieszenie, gdyż mogą szwankować w nim elementy gumowo-metalowe. Na forach Almery Tino użytkownicy zgłaszają awarie sondy lambda oraz przepływomierza. Aczkolwiek gdyby tak przymknąć oko na wpadki jakościowe Almery Tino, tym bardziej z perspektywy wieku tego auta, to szybko okaże się, że ten samochód ma rodzinie całkiem sporo do zaoferowania, a do jest bardzo praktyczny i … dość tani w utrzymaniu. Tino jest ładnym, przyjemnie narysowanym minivanem (a może i hatchbackiem), który nie powoduje tak silnej polaryzacji gustów jak Scénic. Po prostu podwyższone kombi o wyrazistych kształtach. Warto zwrócić tutaj uwagę, iż tak naprawdę poza nazewnictwem i gamą silnikową, ma niewiele wspólnego z Nissanem Almera. 

Na fotel kierowcy wsiada się jak na stołek przy barze i od razu zauważa się ogrom przestrzeni wokół. Po zatrzaśnięciu drzwi wysoka pozycja i przestronność koją duszę, kierowca i pasażerowie odczuwają natychmiast przyjemny dystans wobec pozostałych uczestników ruchu. Jak przystało na azjatyckie samochody z początku obecnego wieku, we wnętrzu nie ma co doszukiwać się wyszukanych wstawek z tropikalnych drzew, skórzanych elementów, czy innych ozdobnych akcentów. Sam projekt kokpitu jest za to dość ciekawy. Siedziska foteli są krótkie, ale zapewniają wystarczający komfort, a dalekie podróże nie stanowią wyzwania dla pleców. Nissan Almera Tino zaskakuje praktycznością. Bagażnik ma 440l, choć ogranicza go stosunkowo niewielka ładowność, jak na kompaktowego minivana. Do tego trzy, tylne, niezależne fotele można regulować, składać, a w razie potrzeby całkiem wyciągnąć. Dzięki różnym konfiguracjom możliwym w kabinie Tino umie pomieścić prawie dwa metry sześcienne (maks. 1950 l). Przez to możliwości aranżacji wnętrza są całkiem spore. Powala też potężna liczba schowków – kilka w drzwiach, konsoli, podłodze, a nawet ukryte pod tylnymi fotelami. Pasażerom z tyłu spodobają się też praktyczne stoliki, wieszaki i płaska podłoga.

A co z kierowcą? Auto praktycznie w każdej konfiguracji ma raczej spokojne usposobienie. Zapewnia przeciętne prowadzenie, przeciętne osiągi i przeciętny komfort – co wcale nie znaczy, że to źle. Nawet dłuższe trasy są w tym samochodzie całkiem przyjemne, a podczas codziennych zadań Almera Tino spisuje się naprawdę nieźle. Almera Tino zaopatrzona w hamulce tarczowe potrafi w zaskakujących sytuacjach dość sprawnie zatrzymać się. Droga hamowania ze 100 km/h do zera wynosi bowiem 40 m. Hamuje skutecznie, ale i łatwo zawraca (10,2 m).  Jaki zatem wybór silnika? Benzynowy 1.8l to wg. opinii użytkowników ryzykowny wybór, lepiej skusić się na 2.0l 136KM. Ta jednostka lubi wysokie obroty i to właśnie na nich trzeba szukać mocy. Jej możliwości można docenić szczególnie po zabraniu kompletu pasażerów i bagaży – 1.8l może wówczas okazać się za słaby. Fani diesli powinni rozważyć 2.2l 112/114KM, który jest dość zrywny tylko przy niższych prędkościach. Na autostradzie natomiast po zabraniu bagażu brakuje mu werwy, ale przynajmniej nie obciąża budżetu na stacji. Mocniejszy, 136-konny wariant zrekompensuje niedostatki mocy.

Poziom zadowolenia z Nissana Almery Tino tak naprawdę zależy od wybranej wersji i konkretnego egzemplarza, a o te moim zdaniem warto dbać. To naprawdę ciekawy, praktyczny i przemyślany samochód, który odnajdzie się w rękach niejednej rodziny, a odpowiednio traktowany odwdzięczy się bezawaryjnością. Warto nadmienić, iż auto wytwarzane było w Hiszpanii już po przejęciu firmy przez Renault, ale nie znajdziemy w nim wielu elementów europejskiego pochodzenia. Mój egzemplarz dumnie eksponował na swoich elementach “Made in Japan” i z perspektywy czasu, jak i eksploatacji innych (nowszych) pojazdów mogę stwierdzić, iż Almera Tino była świetnym i niezawodnym kompanem. Bardzo dziwi mnie niska popularność tego modelu na rynku polskim, ale i innych rynkach europejskich. To naprawdę świetne i bardzo niedocenione auto! W czym zatem upatrywać takiego stanu rzeczy? Być może zabrakło charakteru pozwalającego wybić się na tle silnych konkurentów, takich jak Renault Scénic, Opel Zafira czy Volkswagen Touran. Również w Polsce Almera Tino nie zyskała popularności, ale w tym przypadku łatwiej określić przyczyny. Auto było dość drogie i początkowo oferowano je na naszym rynku tylko z silnikiem benzynowym 1.8 (o potencjalnych problemach tej jednostki pisałem powyżej). Do tego brak odpowiedniej promocji i reklamy. Pora zatem to wykorzystać, bo dopiero teraz Tino ma szansę stać się popularniejsze, gdyż kilkuletnie egzemplarze z Zachodu można kupić w bardzo korzystnej cenie.