Bez lęku. Bez limitów. Nie mając sobie równych – legenda Ayrtona Senny.

Dla wielu z nas technologie i innowacje wykorzystywane w Formule 1, czy innych sportach motorowych są fascynujące, często rozbudzają zmysły, a także rodzą marzenia. Z kolei talent zawodników startujących w zawodach powinien być czystą inspiracją i natchnieniem, gdyż to oni właśnie tworzyli i tworzą legendy w sporcie. Jednym z takich zawodników był bez wątpienia Ayrton Senna, który w mojej skromnej ocenie zasłużył na miano najlepszego kierowcy Formuły 1. W tej ocenie utwierdził mnie równie utalentowany i ceniony przeze mnie Michael Schumacher, który podczas jednego z wywiadów dla Top Gear oddał hołd zmarłemu tragicznie brazylijskiemu kierowcy, przedstawiając Go, jako tego jedynego i wyjątkowego mistrza.

Wielki talent Senny doprowadził go do trzech tytułów mistrza świata w 1988, 1990 i 1991 roku. Być może ilość wspomnianych wyżej trofeów nie jest imponująca i część z Was zaraz ułoży równanie stawiając obok Ayrtona właśnie Schummiego, czy chociażby Lewisa Hamilton’a, ale to nie zmienia faktu, że brazylijski kierowca zapisał się na kartach historii Formuły 1 jako jeden z najlepszych kierowców w swoim czasie. 65 razy pole position w 162 wyścigach wystarczyły aby wygrawerować swoje imię w kronice Formuły 1 na długo przed tym jakże fatalnym wypadkiem, kiedy to był na prowadzeniu w Grand Prix San Marino, w 1994 roku.

Ayrton Senna urodził się w Santana, w sąsiedztwie São Paulo. Pochodził z dość zamożnej rodziny właściciela ziem i fabryki: Milton’a sa Silv’y i jego żony Neide Senna d Silva. Miał dwójkę rodzeństwa: starszą siostrę Viviane i młodszego brata Leonardo. Ciekawostką jest, że Ayrton był leworęczny, a jego pierwszy kart został zbudowany przez jego ojca przy użyciu silnika od kosiarki o mocy 1 konia mechanicznego. Senna swoją przygodę z kartingiem rozpoczął w wieku 13 lat. Wówczas już ścigał się ze starszymi od siebie kolegami. Pierwszym poważniejszym sukcesem w jego karierze kartingowej był tytuł Mistrza Ameryki Południowej w 1977 roku, a następnie Mistrza Świata w roku 1978 oraz 1982 i Wicemistrza Świata w 1979 i 1980. W roku 1981 Senna przeprowadził się do Anglii aby startować w cyklu Formula Ford 1600. Pomimo wygranej Ayrton początkowo nie wierzył w kontynuację kariery w motorsporcie. Pod koniec wspomnianego roku 1981, pod presją rodziców, którzy upatrywali w nim naturalnego następcę do objęcia rodzinnego interesu Ayrton ogłosił wycofanie się z cyklu Formula Ford i powrót do ojczyzny. Przed wyjazdem z Anglii został mu zaoferowany kontrakt w Formule Ford 2000 (źródła podają, że kontrakt opiewał na kwotę £10,000), który ostatecznie zaakceptował i tym samym długo nie zagościł w Brazylii. W tym miejscu należy wspomnieć, iż Ayrton w tym czasie postanowił przyjąć nazwisko panieńskie swojej matki i od tej pory świat zaczął oklaskiwać go już jako Senna. Pierwsza okazja pojawiła się już po zakończeniu sezonu w 1982, kiedy to zdobył tytuł mistrzowski w Formule Ford 2000. Uwagę zespołów z Formuły 1 przykuł w roku następnym, kiedy był na drodze do tytułu brytyjskiego mistrza Formuły 3. Do 23-letniego wówczas Ayrtona zgłosił się Williams, a także McLaren i Brabham.

Na wieść o chęci sprowadzenia młodego i perspektywicznego Brazylijczyka do zespołu zjeżył się wówczas Nelson Piquet, który zablokował możliwość jazdy z Ayrtonem w parze. Tym samym ani Williams, ani McLaren nie byli w stanie zaoferować fotela kierowcy Sennie, co zmusiło Ayrtona do rozpoczęcia swojej przygody w F1 od zespołu Toleman. Młody wówczas Brazylijczyk już podczas swojego pierwszego występu pokazał, że posiada umiejętności godne mistrza. Grand Prix Monako z 1984 roku było pierwszym sezonem startów Ayrtona w Formule 1. W tym roku miał on do dyspozycji – mówiąc wprost – dosyć kiepski bolid, gdyż zespół Tolemana nigdy nie dysponował ani dobrym samochodem, ani silnikiem. Mimo wszystko nie przeszkodziło mu to w pokazaniu swego kunsztu podczas wspomnianego Grand Prix Monako. Kwalifikacje nie poszły Ayrton’owi najlepiej, gdyż jego najlepszym wynikiem była 13 lokata ze stratą aż dwóch i pół sekundy do Alaina Prosta. Do historii przeszły jednak nie kwalifikacje a wyścig, podczas którego kierowców zaskoczyła ulewa. Na starcie odpadło dwóch kierowców Renault, a Senna w ciągu kilku okrążeń przebił się przez duet Ferrari, Williamsa, Lotusa a także wyprzedził samego Nikiego Laudę. Podczas gdy w późniejszym etapie wyścigu tacy mistrzowie jak Mansell czy Lauda wypadali z toru poprzez błędy, Ayrton rzucił się w karkołomną pogoń za Prostem. Na 29 okrążeniu strata Senny do francuza wynosiła już tylko kilka sekund. Jednak widząc obecny stan rzeczy, Prost zdecydował się na nieczysty zabieg. Mimo, że deszcz już praktycznie ustał, a warunki na torze się tylko polepszały, zdenerwowany kierowca machał rękami do sędziów aby zakończyli wyścig. Ostatecznie na 32 okrążeniu, Jacky Ickx (bez zgody innych) zakończył wyścig za pomocą czerwonej flagi, kiedy to Ayrton wyprzedził Prosta. Zasady były jasne – liczyły się pozycje z poprzedniego okrążenia, także sfrustrowany Brazylijczyk zakończył wyścig na drugim miejscu, ze stratą zaledwie 7 sekund. Jeżeli zaś chodzi o Prosta, to można rzec, że zadziałała karma, gdyż za nieprzejechanie 75% dystansu przydzielono mu tylko połowę punktów. To miało również wpływ na końcową klasyfikację w sezonie i walkę o mistrzostwo, oczywiście na niekorzyść Alaina Prosta.

Niesamowita kontrola w deszczu

W tej kwestii Ayrton nie miał sobie równych! To on radził sobie najlepiej w szukaniu przyczepności tam, gdzie jej nie było. Jego panowanie nad samochodem w trudnych i śliskich warunkach było genialne. Senna wiedział, że linia wyścigowa w deszczu jest kompletnie inna od tej, którą obiera się na suchym torze. Chodzi o to, iż guma w kontakcie z wodą tworzy bardzo śliską powierzchnie – i nie chodzi tutaj wcale o oponę, ale o nagumowaną część toru, która w przypadku opadów deszczu działa po prostu na odwrót: zamiast dawać większą przyczepność, to pogarsza ją. Stąd często jest tak, że zakręt można przejechać szybciej po zewnętrznej części. Druga sprawa to tworzące się kałuże i tzw. akwaplaning. Niektóre zakręty są tak wyprofilowane, że wewnętrzny wierzchołek znajduje się w najniższym punkcie zakrętu – dodajmy do tego tarki wystające ponad poziom nawierzchni toru, a kałuża w apexie (szczyt zakrętu, gdzie bolid przestaje hamować a zaczyna przyspieszać) jest jak na zawołanie.

Brazylijczyk wiedział również jak należy wyprzedzać na wilgotnym torze. Dobrym przykładem jest chociażby Grand Prix Kanady z 1990 roku, gdzie wyścig rozegrał się w takich właśnie warunkach. Przed wyścigiem deszcz przestał padać, jednakże woda przykryła całą powierzchnię toru. Z tego powodu kierowcy startowali na oponach typu slick – słusznie, gdyż po kilku okrążeniach optymalna linia toru była już sucha. Problem był przy wyprzedzaniu, ponieważ kierowca musiał zjechać na wilgotną część toru. Tu Ayrton po raz kolejny mógł się wykazać. Na jednym z zakrętów Senna wyprzedził Brabhama na milimetry, jednocześnie pamiętając o tym, aby zostawić przynajmniej dwa koła na suchej nitce toru. Jean Alesi i Alessandro Nanini o tym nie pamiętali i na tym samym zakręcie zakończyli swoją jazdę.

Kolejnym świetnym przykładem mistrzowskiej jazdy w deszczu było Grand Prix Europy w 1993 roku. Wyścig rozgrywany na brytyjskim torze Donington. Startujący z czwartego miejsca Senna prowadził w tamtym sezonie McLarena MP4/8, a dodatkowo na starcie źle wystartował i stracił jeszcze jedną pozycję.

Po dwóch pierwszych zakrętach wyprzedził Schumachera oraz Wedlingera po zewnętrznej. Na zakręcie McLean’s wyprzedził po wewnętrznej Damona Hilla, a na dohamowaniu do szykany zbliżył się do Prosta, którego następnie wyprzedził na nawrocie! Dla przypomnienia, mowa tutaj o pięciu kierowcach na jednym okrążeniu, którzy dzisiaj szczycą się łącznie 12 tytułami mistrzowskimi. Na sam koniec wyścigu Senna zdublował wszystkich za wyjątkiem Hill’a, który tracił aż minutę do Brazylijczyka. 

Wróćmy jeszcze na moment do końcówki lat 80-tych. W sezonie 1987 Ayrton startował w barwach Lotus’a,

a jednocześnie udało mu się zbudować relację z Hondą, co poskutkowało przenosinami do McLarena, który wówczas posiłkował się silnikami tego japońskiego producenta. Oczywiście transfer ten musiał być wcześniej zaaprobowany przez nr.1 tej stajni, czyli  Alain’a Prost’a. Zacięta rywalizacji pomiędzy tymi dwoma kierowcami skutkowała sporą ilością dramatycznych zdarzeń na torach na przestrzeni kolejnych 5 lat. Nie mniej jednak ci doświadczeni zawodnicy zdawali sobie sprawę, że pomimo osobistych animozji i współzawodnictwa musieli również pracować wspólnie na sukces zespołu, szczególnie podczas testów, aby móc utrzymywać palmę pierwszeństwa przed depczącymi im po piętach zespołami Ferrari, Williams, Benetton, czy Lotus.

Tańczący z  bolidami

Trzykrotny mistrz świata przeszedł do historii również ze względu na jego styl prowadzenia samochodu, co pokazywał głównie na ciasnym Monako i za czasów jazdy w Lotusie, który legitymował się mocą ponad 1000 koni mechanicznych. Na rok 1988 zespół McLarena zakontraktował dwóch świetnych kierowców – Sennę i Prosta. Ci dostali niewyobrażalnie dobry samochód, który zdominował stawkę w tym sezonie. Mimo, że obaj byli świetni i kierowali te same bolidy, to właśnie Ayrton podczas kwalifikacji w Monako był szybszy od swojego kolegi zespołowego o… półtorej sekundy! Niewiarygodne. Skąd aż taka dysproporcja? Mówi się, że Ayrton zawsze jechał na milimetry – gdzie inni dawali sobie sześć cali odstępu między kołem a barierkami, Senna dawał sobie połowę tego marginesu. Z kamer pokładowych bolidu podczas pokonywania okrążeń na Monako można odnieść wrażenie, że kierowca praktycznie wjeżdża kołami w barierki – jest aż tak blisko. Co ciekawsze, bardzo rzadko z tego powodu popełniał błędy. Jeżeli chodzi o jego występy w Monako, Ayrton odkąd jeździł konkurencyjnym bolidem to praktycznie zawsze wygrywał. Gdyby nie jego błąd w ’88 to passa zwycięstw byłaby nieprzerwana przez 7 wyścigów z rzędu.

W 1988 roku podczas Grand Prix Włoch na torze Monza pozostawały Ayrton’owi do końca wyścigu 2 okrążenia toru. Senna próbował utrzymać 5-sekundową przewagę nad bolidami Ferrari (za kierownicą siedzieli odpowiednio Gerhard Berger i Michele Alboreto), które zbliżały się do brazylijskiego kierowcy. Prost nie liczył się wówczas w stawce wyścigu ze względu na awarię silnika. Zbliżając się do szykany Senna zamknął ścieżkę przed Jean-Louis Schlesser’em (który zastępował wówczas chorego Nigel’a Mansell’a) i skończyło się to w ten oto sposób:

W konsekwencji bolidy Ferrari dotarły na metę Grand Prix Włoch na czele, po raz pierwszy od śmierci założyciela zespołu: Enzo Ferrari. Jak się okazało, był to jedyny wyścig, którego w roku 1988 nie wygrał McLaren. Jakże piękna mogła być to historia dla ówczesnego zespołu Senny, gdy zestawimy jego osiągnięcia z tamtego sezonu: 8 zwycięstw i pobity poprzedni rekord 7 zwycięstw, należący dotychczas wspólnie do Jim’a Clark’a (1963 rok) i Prost’a (1984), a także 13-krotne pole position detronizując tym samym 9-krotny rekord Nelson’a Piquet (1984).

Próbowałem znaleźć jakąś słabość w Sennie, ale nie dało się. Wszystko robił na sto procent. Dużo się od niego nauczyłem, więc dla mnie były to dobre trzy lata. Mieliśmy bardzo dobre relacje między sobą.

Gerhard Berger

Oprócz jazdy na milimetry było coś jeszcze charakterystycznego dla stylu jazdy Senny. Potrafił on w ciasnych zakrętach lekko zarzucać tyłem auta, aby nie poruszało się ono po naturalnym promieniu. Ayrton celowo ślizgał się tyłem, aby wirtualnie skrócić rozstaw osi. co można porównać do dzisiejszej technologii tylnych kół skrętnych. Samochód wyposażony w takie rozwiązanie przy ciasnych łukach skręca tylnymi kołami w odwrotną stronę niż koła przednie, aby lekko zarzucić tyłem – co w konsekwencji poprawia jego zwrotność. Ayrton wykonywał takie manewry prawą nogą i dwoma rękoma, a przez wielu określane było to mianem tańca Senny na torze.

Kolejną cechą, którą należy wspomnieć jest jazda Ayrton’a w pełnym skupieniu. Według wielu relacji Brazylijczyk potrafił nie oddychać podczas całego okrążenia kwalifikacyjnego, aby przyspieszyć puls bicia serca i tym samym zwiększyć przepływ krwi – co pozwalało mu na bardzo szybką reakcję za kółkiem. To zaś pomagało w jeździe na limicie, co można często zauważyć w kadrach z czarno-złotego Lotus;a, którym ścigał się na początku swojej kariery. Hamowanie w poślizgu, wychodzenie ze szczytu zakrętu z lekkim uślizgiem tylnej osi i stosowną kontrą.

 

Jego skupienie można było zaobserwować również podczas Grand Prix Brazylii w 1991 roku. Ayrton osiągnął swoje wielkie marzenie – wygrał w swoim domowym wyścigu przed własną publicznością. Pikanterii dodaje fakt, że pod koniec wyścigu skrzynia w jego McLarenie zablokowała się na 6-tym biegu i w celu utrzymania samochodu na torze i tym samym pozostania jak najszybszym, kierowca musiał się wspiąć na wyżyny, aby dojechać do celu. Ból oraz w efekcie skurcz mięśni karku i ramion był tak ogromny, że Ayrton’a trzeba było wyciągnąć z bolidu oraz dowieźć na podium, gdzie zresztą nie był w stanie ustać o własnych siłach.

Smutny koniec

Ayrton Senna w czasie swojej kariery jeździł dla Tolemana, Lotusa, a następnie McLarena. W tym ostatnim zdobył swoje wszystkie, trzy tytuły mistrzowskie. Na pewnym etapie jego zawodniczej kariery bolidy stajni z Woking zaczęły niedomagać na tle ówczesnych Williamsów. Stajnia z Grove miała lepsze silniki Renault oraz szereg nowinek technicznych jak chociażby ABS, kontrola trakcji, dwusprzęgłowe sekwencyjne skrzynie biegów, a także aktywne zawieszenie. Bolidy zaprojektowane przez Adriana Neweya zdominowały stawkę w 1992 roku, gdzie mistrzostwo zdobył Nigel Mansell, a rok później chyba największy rywal naszego bohatera, czyli Alain Prost. Ayrton bardzo chciał przenieść się do zespołu, który da mu konkurencyjny samochód i tak też się stało w roku 1994. Co istotne, Williams zakontraktował Brazylijczyka na miejsce Prosta!

Początki w nowym zespole były jednak dla Ayrton’a niezwykle trudne. Podczas Grand Prix Brazylii Senna wpadł w poślizg i zakończył jazdę na 51. okrążeniu, z kolei trzy tygodnie później na Tanaka International Circuit brał udział w wypadku na pierwszym okrążeniu. Aż w końcu przyszedł czas na Grand Prix San Marino, które okryło się fatalną sławą w tymże roku: Wyścig na Imoli od samego początku zapowiadał się źle. W czasie piątkowego treningu Rubens Barichello miał wypadek, a jego bolid po zbyt szybkim wejściu w zakręt wybił się w powietrze po kontakcie z krawężnikiem i zatrzymał się na oponach z prędkością około 220 km/h! Całe zajście wyglądało fatalnie, ale na szczęście Brazylijczykowi nic poważnego się nie stało. Dziś były już kierowca F1 przyznaje, że nie pamięta tego zdarzenia…

W sobotnich kwalifikacjach wypadek przydarzył się również początkującemu kierowcy z Austrii. W czasie swojego najszybszego przejazdu, Ratzenberger wyjechał lekko poza tor uszkadzając w ten sposób przedni spoiler na nierównościach, lecz mimo wszystko kontynuował. Okazało się to fatalne w skutkach, gdyż przed łukiem, w miejscu, przy którym bolidy osiągały prędkości rzędu 320 km/h, przednia część bolidu uniosła się w górę, a zawodnik stracił panowanie nad przednimi kołami i uderzył w betonową ścianę. Niestety, młody Austriak zmarł po odwiezieniu do szpitala i był pierwszą śmiertelną ofiarą w Formule 1 od 1982 roku. 

Niedzielny wyścig zaczął się w ponurej atmosferze. Wkrótce po starcie niegroźną kolizję miało dwóch kierowców, a na tor wjechał samochód bezpieczeństwa, aby porządkowi mogli pozbierać wszystkie uszkodzone bolidy i odłamki z toru. Po pięciu okrążeniach kierowcy mogli już rywalizować. Duet Senna i Schumacher oddalił się od reszty stawki. Chwilę później z kamery umieszczonej na bolidzie Niemca można dostrzec, jak na zakręcie Tamburello, Senna w połowie zakrętu kontruje i wpada z prędkością ponad 200km/h na betonową ścianę. Bolid zgubił dwa koła i część przedniej aerodynamiki. Nie koziołkował, a leniwie sunął po piasku. Mogłoby się wydawać, że w porównaniu do wypadku Ratzenbergera, czy też Barichello, nic poważnego nie mogło się stać. Tak się jedynie wydawało …

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, a całe zdarzenie mam przed oczami po dziś dzień. Miałem wtedy 13 lat i oglądałem wyścig wspólnie z wujkiem, który zresztą do dzisiaj jest zapalonym kibicem sportowym. Podczas tamtego weekendu wyczuwałem jakąś złą aurę wiszącą nad torem. Rozmawialiśmy o ciągu fatalnych wydarzeń poprzedzających start zawodników, a potem gdy doszło do pierwszych kolizji na torze utwierdziliśmy się w tym przekonaniu.

“To jest zły dzień i niech on się już skończy” – pamiętam wypowiedziane wówczas moje prorocze słowa.

Kontynuowaliśmy rozmowę i wówczas nadszedł ten feralny moment. Samo zdarzenie na ekranie starego telewizora nie wyglądało jakoś drastycznie i pamiętam, że zareagowałem wówczas dziwnie, tak ironicznie, rzucając bezmyślnie:

“no tak, jeszcze powiedz mi, że Senna też zginie…”.

Chciałbym odszczekać te słowa… BARDZO! Nagle cały tumult ucichł i zaczęła się dramatyczna walka o życie Ayrton’a, którą obserwowaliśmy w ciszy. Przecież to się nie dzieje naprawdę, a służby porządkowe chyba zbyt dramatyzują, przecież zaraz wyjdzie z kokpitu – pierwsze myśli. W końcu oprzytomniałem i zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji. Potem był już tylko płacz…

Dla wielu fanów sportów motorowych 1 maja 1994 roku jest datą znamienną. Według wielu ludzi Ayrton Senna był po prostu najlepszym kierowcą jakiego mieli okazję podziwiać. Pytań jest sporo i na wszystkie do tej pory nie znamy odpowiedzi.

Czy powodem wypadku była ucięta i złączona na szybko kolumna kierownicy w bolidzie Williamsa? Czy może długi przejazd samochodu bezpieczeństwa, który spowodował zmniejszenie temperatury opon, a w efekcie spadek ciśnienia i mniejszą przyczepność? Tez i kontrowersji jest wiele, teorii i analiz powstała cała masa, ale pewne jest jedno – świat opuściła wielka legenda.

By being a racing driver you are under risk all the time. By being a racing driver means you are racing with other people. And if you no longer go for a gap that exists, you are no longer a racing driver.

Ayrton Senna